Jak powyżej. Dlaczego z jakichś powodów kobiety boją się do tego przyznać. Patrzę na mamy i ich ehy i ahy kiedy ich pociechy biegają i przez kałuże i myślę sobie ”really?”.
Czy jestem złą osobą? Czasami ciężko się do tego przyznać by nie zostać ocenionym. Ma na to wpływ społeczeństwo? Kobiety, które nie czują powołania do bycia matkami, a co gorsze nie lubią dzieci, to na pewno jakieś potwory. Jestem potworem? Nie wiem, może. Nie mi oceniać. Jednak się nie nim nie czuję. Jak jestem postrzegana przez innych to nie moja sprawa. Każdy ma w głowie swoją historię na mój temat. Każdy patrząc na mnie i innych będzie widział coś innego, będzie patrzył przez pryzmat swoich doświadczeń.
Nie lubię dzieci. Nie uważam, że są słodkie. Drażni mnie kiedy płaczą – a kiedy wymuszają płacz na siłę to już naprawdę…
Myślę, że ma to związek z moim wychowaniem. “Mama mnie nie przytulała” lol. Ale coś w tym jest. Dziecko, które w głębi duszy czuje się obowiązkiem dla rodzica potencjalnie w przyszłości będzie postrzegać dzieci jako obowiązek.
A ja na tym etapie życia nie mam zamiaru się poświęcać sprawom innym niż tym dla mnie istotnym.
Jestem samolubna. Nie potrafiłabym podporządkować swojego życia komuś innemu. Jak chcę wyjść z domu to wstaję i wychodzę. Jak chcę wyjechać to bookuję bilet i jadę. Nie chcę się tłumaczyć i pytać o pozwolenie.
Dla spełnionych mam – cieszę się Waszym szczęściem.
Dla tych co nie chcą mieć dzieci – my mamy w zamian coś innego, niezależność. Mi to pasuje. Teraz. Od zawsze. Mówili, że zmieni mi się. Coś jednak się nie zmienia. I ok. Nie musi. Grunt żeby żyć w zgodzie ze sobą i nie podążać za kanonami jeżeli one z nami nie rezonują.
Ah, ale uwielbiam kocięta i szczeniaki – więc nie do końca jestem taka nieczuła haha.